
Często przychodzą do nas „specjaliści” od ochrony (czyli działania) oraz bezpieczeństwa (czyli stanu). I mówią:
Powiem szczerze – chciałbym mieć takich speców, co potrafią tak po prostu ocenić zagrożenia, w tym prawdopodobieństwo, skutek, a potem dobrać zabezpieczenia najbardziej właściwe do reakcji na dane zagrożenie. A do tego jeszcze przeliczą to na inwestycje (rzecz jasna znowu w locie) i powiedzą – monitoring i fizyczna doraźna da panu ograniczenie strat na poziomie 75 % (w niektórych firmach to są nawet miliony, w takich mniejszych dziesiątki tysięcy). Niestety – tak się nie da.
Poczucie bezpieczeństwa – w tym przypadku bardzo iluzoryczne. Zadajcie czasem pytanie – czemu pan chce mi sprzedać monitoring wizyjny (CCTV)? Jakie zagrożenie pan znalazł, że monitoring wizyjny wystarczy?
Przykład monitoringu nie jest całkiem przypadkiem. Odnoszę się tutaj do modelu angielskiego, który dość często funkcjonuje w firmach ale też i miastach. Polega na rejestracji obrazu z naprawdę dużej ilości kamer, a w przypadku wystąpienia zdarzenia – szuka się sprawcy.
Tylko czy o to chodzi? Czy chodzi o to, że jak w przysłowiowy łeb dostaniemy, to szukamy sprawcy? A co z zabójstwem? Też nam będzie zależeć na wykryciu sprawcy?
Zapraszam do nowego artykułu, w którym starałem się przedstawić ideę zrównoważonego bezpieczeństwa opartego o adekwatność zabezpieczeń.
Cały artykuł o adekwatności zabezpieczeń